Dzisiaj trochę o szyciu. Zaczęłam szyć chyba pod koniec podstawówki. Moja mama miała starą rosyjską "Tułę", która ciągle się psuła. Szyjąc na niej ćwiczyłyśmy nie tylko umiejętności krawieckie, ale przede wszystkim cierpliwość i pokorę. Potem nastały czasy "Łucznika"- na nim powstawały pierwsze spódnice i bluzeczki. Wtedy, w latach 80- tych, gdy w sklepach było jeszcze dosyć biednie i szaro, była to umiejętność na wagę złota. Pamiętacie okres ubrań z pieluch- farbowało się tetrę i wyczarowywało z niej wymarzone spódnice, sukienki, bluzki, chusty przetykane srebrną i złotą nitką. Piękne czasy dla kreatywności. ... Dzisiaj chyba nikomu nie chciałoby się tak bawić.
Dużo później, już po studiach, zainteresowałam się patchworkiem. Pierwsze poduszki powstawały ze starych ubrań- upiększały smutne wnętrza wynajmowanych wtedy mieszkań.
Dzisiaj zaprezentuję kapę na łóżko, która powstała latem zeszłego roku.


Przepiękna kapa! Czy ma ich Pani więcej? Dla mnie to jest dzieło sztuki- uszyć ze skrawków !!!
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowo. Proszę tutaj zaglądać- wkrótce pokażę pozostałe, szyte wcześniej kapy :)
OdpowiedzUsuń